Kroki

Dźwięk przekręcania klucza w zamku,

drzwi sie otwierają.

Czuję ucisk w żołądku,

szybkie bicie serca,

lęk przed odgłosem, tak dobrze znanym.

Odgłosem kroków,

chwiejnych lecz zarazem twardych.

To po nich poznaję, w jakim stanie tata przechodzi przez próg drzwi.

Kroki są wskaźnikiem trzeźwości.

Zanim tata postawi stopę, wstrzymuję oddech,

a gdy to nastąpi, moje ciało sztywnieje.

Zasypiam przy dźwięku otwierania puszek piwa,

obijania się ciężkiego ciała o ściany,

z poczuciem winy, pragnąc życia bez woni alkoholu, po obudzeniu się kolejnego dnia.

 

 

 

Reklamy

Lekcja mówienia

Po 23 latach zaczynam uczyć się mówić. Mówić o swoich doświadczeniach, emocjach, uczuciach, dzielić się własnymi refleksjami. Odkrywam siebie, wydobywam to, co nigdy nie zostało usłyszane. Moja osobowość powoli nabiera barw, przybiera jakiś kszałt, który na ten moment jest ledwie widoczny, jednakże ja jestem w stanie ujrzeć już jego zarys.

Przerwałam milczenie. Coś, czym tak naprawdę można nazwać moje dotychczasowe życie. Dopiero teraz, w wieku 23 lat, zaczynam mówić, tak samo jak małe dziecko poznaje nowe słowa i wdraża je w życie, tak i ja odszukuję je w sobie i uczę się je wypowiadać. Przyznam szczerze, nie jest łatwo. Można powiedzieć, że uczę się siebie. Dopiero teraz poznaję siebie i pozwalam sobie na wyrażanie własnej osoby. Do tej pory nie byłam sobą. Byłam jedynie cieniem bolesnych doświadczeń. Zlepkiem lęku, niepokoju, strachu, stresu, smutku, złości, żalu, nienawiści. Oczywiście, nie pozbyłam się tych wszystkich emocji, bo tak naprawdę one towarzyszą nam nieustannie i nie da się ich ot tak wyeliminować ani bez nich żyć, jednakże w moim przypadku wszystkie te emocje miały nade mną kontrolę, pokrywały mnie niczym płachta, przy czym nie była widoczna nawet mała cząstka mnie. Teraz, podczas terapii uczę się te emocje wyrażać, oswajać z nimi, rozumieć i radzić. Przede mną ogromnie długa droga, jednakże już widzę znaczące efekty. Jestem bardziej pewna siebie, otwarta, nie boję się wyrażać własnej opinii, łatwiej mówić mi o tym co czuję, jestem bardziej asertywna, po prostu czuję się lepiej sama ze sobą… Sobą, którą dopiero kształtuję.

Pod wiatr

Czuję jakbym nieustannie szła pod wiatr. Piasek sypie mi w oczy, nogi odmawiają posłuszeństwa, są zbyt słabe, lub wiatr zbyt silny.

Dzisiaj jest jeden z tych dni, niestety przeważających, kiedy tracę sens życia. Prawdę mówiąc, nie jestem pewna czy kiedykolwiek go rzeczywiście miałam, jednakże dzisiaj brak sensu odczuwam intensywniej. Wszystko traci barwy, dźwięk, zapach, smak. Wszystko staje się nijakie.

Czuję lęk. Boję się nadchodzących dni, chociaż nawet nie jestem w stanie ujrzeć w nich siebie. Boję się śmierci, chociaż tak często jej pragnę. Boję się choroby, chociaż widzę w niej wybawienie z cierpienia, którego doświadcza moja dusza. Jestem zmęczona nieustannym lękiem.

Nie jest możliwe bycie tu i teraz, gdy w wyobraźni i planach nie istniejemy nadchodzącego dnia.

W końcu zostało to wypowiedziane

Po 5 miesiącach uczęszczania na sesje terapeutyczne, zmagania się z brakiem zaufania do terapeutki, ogromnym wstydem przed mówieniem o swoich uczuciach, emocjach, unikania i lęku przed tym co nieuniknione, w końcu zostało TO wypowiedziane. To, co od dzieciństwa we mnie było, czym jestem od lat przesiąknięta, co nigdy nie wyszło na zewnątrz. Wczoraj, pierwszy raz w życiu wypowiedziałam to na głos, co więcej, powiedziałam to drugiej osobie – terapeutce. Mur, którym jestem otoczona nie pozwalał uwolnić się od tych słów, mimo usilnych starań. Słowa te były dla mnie niczym obce, nieznane, nie potrafiłam ich wypowiedzieć, bałam się ich. Jednocześnie pragnęłam w końcu wypuścić je na zewnątrz, pragnęłam aby zostały usłyszane. Wczoraj to się stało. Z pomocą terapeutki mówiłam o rzeczy, o której NIGDY z NIKIM nie rozmawiałam. Po 23 latach w końcu otworzyłam zamknięte drzwi, do tej pory usilnie strzeżone. Zrobiłam pierwszy krok. Mam poczucie, że jest to jeden z najważniejszych momentów w moim życiu, pomimo bólu jaki za sobą niesie. Prawdę mówiąc, nadal w pełni nie dotarło do mnie, że TO już się stało. Czuję się zdezorientowana, przechodzą we mnie różne emocje, lecz jednocześnie mam wrażenie, że nie czuję nic. W chwili gdy wypowiadałam te słowa całkowicie odcięłam się od emocji, czułam się jak gdyby słowa same ze mnie wypływały, lecz mnie w tym nie było. Nie czułam nic, jedynie dezorientację, odrętwienie. Mam wrażenie, że nadal jestem w stanie odrętwienia, chociaż czuję coraz większy ból. Czuję, że otwierając te od zawsze zamknięte drzwi, wypuszczam na zewnątrz głęboko skrywany ból. I tak z pewnością jest, tym właśnie będę zajmować się podczas terapii – oczyszczaniem pomieszczenia kryjącym się za tymi drzwiami. Bardzo się boję, nie wiem co znajduje się w środku. Jednak teraz już wiem, że mam ogromne wsparcie, nie jestem w tym sama. Po raz pierwszy w swoim życiu, podzieliłam się bolesnym doświadczeniem z drugą osobą, przede wszystkim dopuściłam ją do siebie. Zaryzykowałam, choć nie wiedziałam co to tak naprawdę oznacza, nie znałam doświadczenia jakim jest zwierzanie się drugiej osobie, otrzymywanie wsparcia. Dopiero teraz się tego uczę i zrozumiałam czym jest wsparcie. Może nie do końca zrozumiałam, bo od tej pory było mi to obce, lecz poznałam. W końcu to zrobiłam, zaczęłam mówić.

Zrobiłam pierwszy krok ku odzyskaniu, poznaniu siebie. Pokonałam ogromny wstyd, lęk, strach przed konfrontacją, strach przed wyjawieniem wielkiej tajemnicy, jaką jest problem alkoholowy taty. Tak, to słowa, których do tej pory nie potrafiłam wypowiedzieć. Mój tata pił / pije. 

Kim jestem?

Pytanie, które od długiego czasu sobie zadaję i na które do tej pory nie poznałam odpowiedzi. Rozpoczynam prowadzenie tego bloga zmagając się z depresją, zaburzeniami lękowymi, fobią społeczną, syndromem DDA. Jestem na początku procesu leczenia psychoterapeutycznego oraz farmakologicznego. Chciałabym, aby blog ten był niejako dopełnieniem procesu terapeutycznego. Pragnę opisywać swoje doświadczenia związane z tymże procesem, jednocześnie obserwując zachodzące we mnie zmiany. Pragnę dzielić się swoimi przemyśleniami, wszelkimi wątpliwościami, emocjami. Pragnę opisywać swój rozwój – chcę, aby wszystkie zmiany zachodzące we mnie i w moim życiu były zapisane. Chcę móc do tego wracać, chcę widzieć kim byłam i kim się staję. Rozpoczynam trudną drogę, nie wiem czego podczas niej doświadczę, nie wiem również dokąd prowadzi, lecz wiem na pewno, że chcę przez nią przejść, chcę ujrzeć siebie na końcu tej drogi i dzięki blogowi nie pozwolić jej utracić, zapomnieć. Jeśli chcesz obserwować moją wędrówkę, bardzo chętnie Cię do tego zapraszam. Jeśli zechcesz rozpocząć swoją drogę, tym bardziej się cieszę i życzę Tobie i sobie, abyśmy podczas niej pozbyli się wszelkich kamieni noszonych w plecaku, obciążającym nasze plecy, a na jej końcu stali się wolni od ciężaru, który uniemożliwiał nam bycie wolnym, szczęśliwym, spełnionym, a przede wszystkim kochającym i szanującym siebie człowiekiem.